piątek, 20 grudnia 2013

Diabeł nad moją głową. Odcinek 62

62

Odstawiłam pusty kieliszek po szampanie na pobliski parapet i skierowałam się do biura. Nie wiedziałam, o co może chodzić Helmutowi, ale miałam jednocześnie nadzieję,  że będzie to coś przyjemnego. Z tego wszystkiego zapomniałam, że Maciej przylatuje jutro. Delikatnie zastukałam w pleksiglasową szybkę, a po usłyszeniu „Proszę!”, pociągnęłam za klamkę i weszłam do środka. Helmut siedział za biurkiem i przeszukiwał szufladę, wykładając i wkładając do niej na zmianę wszystkie papiery.
- Gdzie to jest,do cholery... Gdzie ja to położyłem...
Przyjrzałam mu się badawczo, kiedy tak rzucał sobie oskarżenia pod nosem. Po chwili wstał, podszedł do dużej półki zasypanej stosami papierów. Nadal mówił coś pod nosem, a ja nadal stałam tuż przy drzwiach. Nie wiedziałam, co mam zrobić w sytuacji, gdy on zachowuje się, jakby mnie nie dostrzegał w ogóle. Po chwili odnalazł jakiś duży plik dokumentów i zaczął je z roztargnieniem przeszukiwać, rozsypując pojedyncze kartki na podłogę. Mimowolnie rzucił:       „Usiądź, Mario”. No więc nie miałam wyboru. Usiadłam na sofie stojącej pod oknem, nalałam sobie wody z plastikowej butelki i nadal czekałam. W międzyczasie otrzymałam wiadomość tekstową, że ktoś do mnie dzwonił. Spojrzałam na listę i zauważyłam kilka połączeń od Maćka. Zanim jednak zdecydowałam się zadzwonić, on zrobił to pierwszy. Odebrałam więc pospiesznie, nie zwracając uwagi na Helmuta:
- Cześć, kochanie! Byłam na generalnej konferencji i musiałam wyłączyć telefon.
- Wiem, mówiłaś wczoraj. Słuchaj, nie mogę rozmawiać za długo, bo zaraz mi padnie bateria w telefonie. Zmieniłem trochę plany. Właśnie wylądowałem w Schwechat. Spotkajmy się za godzinę w „Windelbuhel...”, dobrze? Mam nadzieję, że już możesz się wyrwać na chwilę...
- Zasadniczo mogę, ale muszę jeszcze z kimś porozmawiać. Ale w porządku. Będę czekała na miejscu. Czyli o trzeciej?
- Tak, o trzeciej, przy naszym stoliku. Zrobiłem telefonicznie rezerwację na twoje nazwisko, nie będzie problemu. No, to do zobaczenia. - w słuchawce zabrzmiało przeciągłe piknięcie, i sygnał się urwał.
            Padła mu bateria. Przyjechał dzisiaj, zamiast jutro. Mam niecałą godzinę...                       W porządku, trzeba się wziąć do roboty. Pora popędzić Helmuta.
- Ekhmm, ekhmmm... - chrząknęłam głośno i wyraziście – Co to za sprawa, którą chcesz ze mną załatwić. Niestety, nie mam zbyt wiele czasu, więc musisz się streścić.
- Już, już do ciebie idę. Mam, znalazłem, możemy porozmawiać. Proszę, to dla ciebie. Przejrzyj i zastanów się, co o tym myślisz.- powiedział, podając mi teczkę, zawiązaną sznureczkami.
- Co to jest? Powinnam się zacząć obawiać? - zapytałam z uśmiechem.
-         Ależ skąd, to nic strasznego. Po prostu otwórz, przeczytaj i daj mi odpowiedź.
            Uparty zawodnik, no ale skoro tak nalega, nie pozostaje mi nic innego, jak rozwiązać kokardkę i zabrać się za jej zawartość. Ku mojemu zdumieniu w teczce znalazłam... umowę pracy jako dyrektor operacyjny w placówce AustriaAdvertisement! Moje oczy chyba wymownie pokazały szok, bo Helmut roześmiał się szczerze, a ja znalazłam się nagle w stanie takiego zaskoczenia i podniecenia, że nie byłam już w stanie ani dalej czytać, ani myśleć. Na szczęście Helmut zauważył to i wyszedł z inicjatywą:
- Posłuchaj. Poszerzamy nasz rynek działania. Od nowego roku otwieramy kolejne biuro terenowe. Tym razem kierujemy się na rynki Europy Środkowo-Wschodniej. Pora zacząć zdobywać faktycznie całą Europę. Postanowiliśmy więc otworzyć filię naszej agencji w Polsce. Wybraliśmy Kraków, jako miejsce najbardziej podobne do Wiednia. Poza tym, zadecydowały też inne względy. Wybraliśmy Kraków ze względu na ciebie...
- Ale dlaczego akurat ja? Co ja takiego zrobiłam? Czym zasłużyłam sobie na takie wyróżnienie?
- Poznaliśmy cię z najlepszej strony. Zauważyliśmy, że masz świetny talent do pracy takiej, jak nasza. Byłaś bacznie obserwowana i zdałaś wszystkie egzaminy śpiewająco. Poza tym potrzebujemy osoby, która stworzy sobie zespół w oparciu o doświadczenie. Potrzebujemy osoby, która wie, o co chodzi w tym biznesie, a przede wszystkim zna realia kraju, którego rynek będzie analizować i zdobywać. Nadajesz się do tego świetnie i wszyscy członkowie zarządu poparli mnie w tym. Co o tym myślisz? Czyż nie jest to kusząca propozycja?
- Kusząca, i to jak jasna cholera! Musiałabym być idiotką, żeby nie przyjąć takiej oferty. Zgadzam się, bez najmniejszej chwili wahania! - wykrzyknęłam rozpromieniona i uszczęśliwiona. Pomyślałam, że życie jednak może ułożyć się po raz drugi.
- Świetnie, że się zgadzasz. A więc ustalone. Zaczniesz od stycznia, a wszystkie papiery dostaniesz pocztą. W nich zawarta będzie także lista pracowników, jakich musisz pozyskać, by biuro rozpoczęło pracę. Jeśli będziesz miała jakiekolwiek problemy, będziemy ci służyć pomocą. Czas do końca roku wykorzystasz właśnie na przygotowania. Na początek dostaniesz piętnaście tysięcy miesięcznie do ręki plus premie za każdą kampanię. Aha, byłbym zapomniał... Proszę, tutaj jest czek. Musisz przecież jakoś przetrwać te trzy miesiące pracy charytatywnej...
- Ale ja już dostałam czek. Należności zostały uregulowane.
- Ależ oczywiście, wszystko jest w porządku. Ja nie mówię o wypłacie. Tutaj jest twoja premia specjalna. Należy ci się. - podał mi czek z satysfakcją, a ja uważnie go obejrzałam. Długo nie mogłam uwierzyć, że to wszystko jest prawdą.
- Pięćdziesiąt tysięcy euro? Czyżbyście poszaleli? Ja sobie zasłużyłam? Dobrze sobie...
- No cóż, skoro nie chcesz, nie będę cię zmuszać...
- Ależ nie! Zmuszaj mnie, bardzo chętnie! Jak ja mam wam dziękować? To takie zaskakująco niesamowite...
- Nie dziękuj nam, tylko sobie. To jest wyłącznie twoja zasługa, a my tylko zaobserwowaliśmy to, co warto było dostrzec. A propos, ty się gdzieś umówiłaś na trzecią. Wobec czego szybko podpisuj tę umowę przedwstępną. Oryginał podpiszemy gdzieś w listopadzie. Na razie to nam wystarczy... No, a teraz już leć, zanim się spóźnisz i będzie nieprzyjemnie.
- Dziękuję ci serdecznie raz jeszcze! To dla mnie taka niespodzianka, taki zaszczyt... - podeszłam do niego i pocałowałam do w usta. Chyba nie było to mądre, ale jednorazowo nie mogło nikomu zaszkodzić.
- W porządku. To ja dziękuję tobie, że pracowałaś z nami.
- Do zobaczenia!
- Pa...
            Szarpnęłam drzwiami od gabinetu Helmuta i po chwili znalazłam się w windzie jadącej na dół. Chciałam śpiewać i klaskać, skakać  krzyczeć, że jestem bogata, szczęśliwa    i zakochana. Życie jest jednak trochę „Modą na Sukces”...

            Siedziałam przy naszym stoliku w „Windelbuhel...” Na rogu Schwarzenbergplatz                 i wyglądałam Maćka przez okno. Po chwili pojawił się jego terenowy samochód. Zaparkował dość daleko od restauracji, bo miejsc postojowych w jej pobliżu nie było. Mogłam go jednak doskonale obserwować, bo zatrzymał się na przeciwnym krańcu placu, gdzie był doskonały widok z okna knajpki. Po chwili jednak znieruchomiałam. Z samochodu wysiadł Maciej i pospiesznie podbiegł do przednich drzwi pasażera. Otworzył je nonszalanckim ruchem, i z wnętrza samochodu wysiadła kobieta. Elegancko ubrana, mniej więcej w moim wieku, ale nie wyglądała na zadufaną w sobie. Nagle jednak doznałam wstrząsu. Maciej ją pocałował! Nie był to wprawdzie pocałunek namiętnej pary kochanków, ale z całą stanowczością nie był to pocałunek przyjacielski czy nawet rodzinny. To nie mogło przejść bez echa! To mną wstrząsnęło. To podziałało na mnie jakoś niesamowicie dziwnie. Wymienili jeszcze kilka słów, potem ona poszła w kierunku metra, a on skierował się w stronę restauracji. Błyskawicznie wypiłam ostatni łyk espresso, zebrałam torebkę i kwiaty, po czym udałam się do drugich drzwi do restauracji.  Wyszłam na północną stronę kamienicy, podbiegłam do nadjeżdżającej dwójki i pojechałam do domu. Im szybciej skreślę go z mojego życia, tym lepiej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz