wtorek, 10 grudnia 2013

Diabeł nad moją głową. Odcinek 59

59



Często się zastanawiam, jak rozumieć spojrzenia ludzi, którzy chcą nimi coś wyrazić, przy tym chodzi o to, żeby konkretny adresat doskonale zorientował się w sytuacji, a żaden postronny osobnik nie wychwycił nawet samego faktu niecodziennego spoglądnięcia. Pomyślałam jednak chwilę i zdecydowałam, że trzeba coś wykombinować. Wróciłam do kuchni, sprzątnąć do końca blaty, a gdy tylko ciotka zasiadła na powrót z gośćmi, wyjęłam z kieszeni komórkę i już miałam włączyć edytor tekstu, gdy nagle telefon zaczął wibrować. Dostałam wiadomość. Szybko otwarłam ją i przeczytałam:
Czekam na ciebie na parterze. Zejdź szybko. Musimy porozmawiać. Całuję.
Była od Maćka. Nie miałam najmniejszego wyboru, a nawet, jeżeli bym miała, to nie miałabym zapewne najmniejszej ochoty wybrać cokolwiek innego niż spotkanie z nim. Trzeba było jednak włączyć szybkie myślenie. Musiałam się jakoś wytłumaczyć, po jaką cholerę wychodzę z domu o tak późnej porze, dodatkowo w niedzielę. Pomysł okazał się prostszy i bardziej banalny niż ustawa przewiduje. Otworzyłam szafkę, wyjęłam prawie pełny worek na śmieci i to był mój pretekst. Wzięłam jeszcze z wieszaka w kuchni klucze do pralni, tak profilaktycznie. Wyposażona w ten zestaw, stanęłam w drzwiach do salonu:
- Ciociu, ja idę wyrzucić śmieci, a potem podejdę do metra i kupię sobie papierosy w automacie. Wrócę za jakieś pół godziny.
- Dobrze... A to ty palisz, dziecko?
- Od czasu do czasu, kiedy najdzie mnie ochota. Ostatnio w pracy robi się coraz bardziej nerwowo, bo zbliża się termin naszego projektu i konferencja, więc wszyscy chodzą na rzęsach. No, i jakoś tak nerwówka mnie dopadła też i zaczęłam trochę częściej niż tylko na imprezach.- rzuciłam z przelotnym uśmiechem – Poza tym trochę boli mnie głowa, dlatego dobrze zrobi mi spacer. Na wszelki wypadek wezmę klucze i pożegnam się z państwem.
- W takim razie dobrze. Weź może jakiś proszek.
- Już wzięłam – rzuciłam na koniec, po czym pożegnałam się grzecznie z państwem Chajczylskimi, po czym wyszłam.
Zbiegłam na dół schodami. Na parterze, przy windzie, faktycznie czekał na mnie Maciek. Był już wyraźnie znudzony i z rozluźnieniem opierał się o ścianę klatki schodowej. Ujęłam jego dłoń i pocałowałam go w policzek:
- Dziękuję, że przyszłaś, skarbie.
- Jak mogłabym nie przyjść, skoro mnie poprosiłeś. Co chcesz mi powiedzieć? O co chodzi z twoim wyjazdem? Dlaczego nie powiedziałeś?
- Faktycznie, głupio wyszło. Prawda jest taka, że mój wyjazd był od dawna zaplanowany. Muszę pojechać do kontrahenta, a potem odwiedzić siostrę pod Uppsalą. Trochę skłamałem, że tak nagle ktoś do mnie zadzwonił. Faktycznie to była tylko kobieta z portu lotniczego, żeby przypomnieć o rezerwacji.
- No, nie wiedziałam, że w Austrian Airlines mają taki cudowny system. - powiedziałam z lekkim przekąsem, bo poczułam się jednak trochę urażona. Skoro już się ze mną przespał i skoro już mi zawrócił w głowie, to mógł chociaż powiedzieć, że wyjeżdża. Chyba powinnam mieć mu to trochę za złe...
- Nie mają, ale można zamówić za dopłatą. Ja o pewnych rzeczach nie pamiętam. Ale mam nadzieję, że nie zapragniesz się kłócić teraz. Mamy raczej niewiele czasu, bo muszę się jeszcze spakować. Co teraz będziemy robić?
- Wiesz... - stwierdziłam zalotnym tonem – Ja tam nie wiem, co ty masz w planie, ale ja mam klucze od pralni na dole...
- Hmm, propozycja jest kusząca czy mi się tylko wydaje? - zapytał, chwytając mnie za pośladek
- A jak ci się wydaje, mój ty fotografie głupi?
            Po chwili, czule pieszczona po moich piersiach i całowana z największą namiętnością po szyi, usiłowałam włożyć klucz do zamka, a następnie otworzyć drzwi. Kiedy zdołałam zapalić światło i zamknąć drzwi na zasuwę, Maciek zdejmował już koszulę, wciąż nie przestając mnie całować. Zerwał ze mnie bluzkę, potem rozpiął mi spodnie, które delikatnie zsunął z moich nóg, całując przy tym moje stopy. Za chwilę rozpiął mi stanik, a ja w zamian za to zajęłam się jego paskiem od dżinsów. On delikatnie ściągnął ze mnie figi, a ja z niego slipy, i gdy posadził mnie na pralce, wcisnął we mnie energicznie swojego penisa, wszystko przestało się liczyć. To było takie cudownie niecodzienne, że chciałam w tym trwać najchętniej w nieskończoność. Nigdy nie przypuszczałam, że przeżyję tak wspaniałą chwilę w jakiejś ogólnodostępnej pralni, gniotąc się niemiłosiernie na kanciastej powierzchni pralki.
            Kiedy ubraliśmy się, i wyszliśmy bez słowa na klatkę, zapytałam dyskretnie:
- Kiedy wracasz?
- Myślę, ze uda mi się za jakieś dwa tygodnie. Może trochę dłużej... - odrzekł zmartwionym głosem.
- Co?! O, nie! Kategorycznie się nie zgadzam. Obawiam się, że mogę tutaj tyle czasu bez ciebie nie wytrzymać. To jest nie do przyjęcia.
- Przecież mnie też nie będzie łatwo. Umrę chyba z tęsknoty.- powiedział, spoglądając mi w oczy.
Potem pocałował mnie raz jeszcze tego wieczoru, wsiadł do samochodu i odjechał, a ja poszłam z workiem pełnym śmieci do pobliskiego kontenera. Z tego wszystkiego zapomniałam o papierosach, a wtedy przydałyby się z pewnością. Czy to może być miłość? Przekonam się, mam nadzieję, jak wróci...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz